Archive for the | Archiwum dla
00. po polsku

----------------------------------------------------------------


Design Rule: Deatils Are Important

2010-03-08, poniedziałek at 16:03 | posted by mareksy

What is this that APATHEID? So, sometimes details are important. Especially, while client says you, they aren’t.

________________________________________
1. przeczytaj cały artykuł http://www.tvn24.pl/0,1646688,0,1,bliskowschodni-pokoj-wisi-na-wlosku,wiadomosc.html

2. przeczytaj o apartheidzie http://pl.wikipedia.org/wiki/Apartheid

3. read more about how details in design are important (as well) http://photoshopdisasters.blogspot.com/

Nędza z nędzy polskich miast albo o ich #brandingu

2010-02-16, wtorek at 20:37 | posted by mareksy

Gdańsk: Wolność kultury. Kultura wolności.
Katowice: Katowice – tu się tworzy.
Toruń: Tradycja rewolucji.
Warszawa: Warszawa. Każdemu po drodze.
Wrocław: Wrocław miastem spotkań.

A dzelnica spotkań nie ma odpowiednika w Europie: kościół prawosławny, katolicki, protestancki i synagoga, wszystko w zasięgu kwadransa spaceru. Już ten sam fakt starczy za promocję.

http://www.goldenline.pl/forum/marketing-miejsc/1383016/s/1

Raczej głoszenie takich faktów świadczy o braku obycia.

Już obalam dowód:
Nikozja, formalnie w Europie, bo w Unii Europejskiej, po stronie tureckiej to obraz idealnego zagospodarowania kościołów chrześcijańskich na potrzeby islamu – na potężnych nawach kościołów katolickich prężą się dobudowane przez zdobywców minarety. Wystarczy wejść do jednego, by wejść do wielu kościołów różnych wyznań jednocześnie, nie trzeba spacerować w poszukiwaniu.
Idealne spotkanie religii i kultur można by rzec ;), w każdym razie robi większe wrażenie niż podwójny wyznaniowo kościółek na Ostrowiu Tumskim (tak przytaczam, by komuś nie wpadło do głowy użyć tego argumentu w odpowiedzi).
To tyle w kwestii dzielnic spotkań, nie rozwinę tu argumentu, iż w takim Londynie kultury mieszają się codziennie na każdym rogu, bo to byłby nietakt dla inteligencji wygłaszającego poglądy zacytowane powyżej, prawda?

Poza tym jeśli Wrocław ma być miejscem spotkań, to jako Wrocławianin protestuję przeciwko fałszowaniu historii – bo Breslau to także ulubione i wiernopoddańcze miasto Hitlera, niemal drugie Monachium, walczące nawet wtedy, gdy dowództwo SS dawno już zdechło, to także miasto parków z napisami “Fur Juden und Hunden Eintrit ist verboten”, to miasto spalonych synagog. To wreszcie może i miasto spotkań, ale Hitlerjugend ze swoim idolem na tzw. Stadionie Olimpijskim (przypomnieć może, czyje imię nosił?).

Jakie więc spotkania twórcy tego durnego hasła mają na myśli i czy kiedykolwiek byli oni w Rzymie, Paryżu czy Londynie, miastach-tyglach rasowo-kulturowych, którym nie wpadają takie pomysły do głowy, by opisywać hasłami normalność, rzeczywistość?! (sic!)
Takie hasła może tworzyć tylko ktoś, kto wychowany w monokulturowym państwie, jakie stworzył nam Stalin z Hitlerem, nie widział Berlina i Arabek w wagonach jego metra, czy Cyganów w Madrycie.

To hasło wręcz podkreśla klaustrofobiczną, paranoiczną wizję samych siebie jego twórców, małości wyobraźni, która nie potrafi zmierzyć się z faktem, że czarny na ulicy to żadne ajwaj we współczesnym świecie…

…to hasło jest nędzą wyklutą na nędzy oferty polskich miast.

Podziękuj!

2010-01-25, poniedziałek at 9:48 | posted by mareksy

censorship

Zobaczcie, czego nie zobaczycie, gdy nas zablokują jak Niemców http://www.flickr.com/photos/moderncitizen/ (artysta jest zablokowany przez Flickr dla komputerów znajdujących się w Niemczech i Emiratach, gdzie obowiązują podobne przepisy do właśnie proponowanych… i pomyśleć, że kiedy protestowaliśmy wraz z Niemcami i wielką rzeszą twórców przeciwko ugięciu się Flickr (czyli Yahoo) pod naciskami władz niemieckich, nie pomyśleliśmy, że nas spotka to samo!

Panie Premierze, dziękujemy za ograniczenie dostępu do kultury, Zdrojewski przecież musi nam wystarczyć
i te no, orkiestry strażacko dęte! Panie Premierze: PRICELESS!

Wspierajmy http://www.facebook.com/podziekujPremierowi?ref=nf i/ lub http://podziekujpremierowi.pl/

O tym jak Microsoft przerabia prawo, ogranicza moje swobody obywatelskie.

2010-01-24, niedziela at 9:54 | posted by mareksy

Temat z pograniczu brandingu, namingu, copywritingu, reklamy i wizerunku (przedsiębiorcy), prawa i polityki nawet.

Oto Microsoft pozwala sobie nazwać swoją akcję marketingową tak: “Nie przerabiam, nie kradnę”.
Wszystko byłoby w porządku, gdyby Microsoft uściślił, że chodzi mu o przerabianie mające na celu “stuningowanie” tylko software, do którego ma prawa autorskie, a który jest chroniony prawem szczególnym autorskim.

Ale tego nie zrobił.
Wynika więc z tej nazwy, że naklejenie naklejki, przemalowanie obudowy czy wykręcenie paru śrubek z obudowy konsoli MS nie skończy się tylko utratą praw gwarancyjnych, a zaprowadzi nas do sądu, bo naruszamy jakieś prawa producenta.
Zauważcie, że wymieniony katalog czynności jak najbardziej mieści się w terminie “przerabianie”, a tu wynika z przyjętego przez MS stanowiska, że każdy z taką naklejką np. naklejką na konsoli jest złodziejem! (sic!)

To ciekawy marketingowo kejs.
Mamy tu spotkanie kilku niefortunnych okoliczności.

Oto niedorobiony copywriter wymyśla hasło, które potencjalnie może obrazić większą grupę społeczną, na dodatek niezwiązaną z producentem i niezainteresowaną tematem (nie mam konsoli).
Firma nie dostrzega tego faktu albo dostrzega i bagatelizuje wierząc w swoją siłę i przez swoją niefrasobliwość na etapie planowania strategii z goniącej króliczka stała się króliczkiem wystawionym na ostrzał praktycznie z każdej strony.
Firma, która wdrożyła tak nazwaną kampanię chyba nie za bardzo sobie zdaje sprawę, że za chwilę ta kampania może się skończyć w Brukseli przed komisjami zajmującymi się prawami obywateli , a na pewno w kraju o większych tradycjach ochrony praw obywateli i konsumentów tak by się skończyła.

Jak to się dalej potoczy?

Czy to nie czas, by zaprotestować, zwłaszcza, że Microsoftowi udało się chyba jednak zastraszyć protestujących w akcji (zmiana jej nazwy, “zagubienie” meritum itd.), zapoznajcie się z końcówką tego artykułu w części “moim zdaniem” Dominika Błaszczykiewicza: http://www.idg.pl/news/355129/Microsoft.ma.30.dni.na.wytlumaczenie.sie.z.Xbox.Live.PL.html

Czy faktycznie Microsoft tworzy mniej lub bardziej świadomie przedpole do zmiany prawa autorskiego w Polsce?
Czy próbuje za pomocą nieudanej i koślawej kampanii rozciągnąć przepisy prawa autorskiego na przedmioty nim nieobjęte?
Czy za naklejki na naszych autach w stylu: “Jeśli to widzisz, jesteś za blisko” przyjdzie nam kiedyś stawać przed sądem, ale nie za obrazę dobrych obyczajów, lecz za naruszenie praw autorskich producenta auta?! ;)… ciekawe co na to powie VaGla

Czy źle nazwana akcja marketingowa może spowodować aż taką lawinę konsekwencji, zwłaszcza, że nie jesteśmy wybitnie wykształconym społeczeństwem chroniącym swoje prawa?

Gdyby nie przewidywalne możliwe konsekwencje tej sprawy, o których mowa wyżej, napisałbym w tym miejscu coś w stylu “A gdzie był Bóg gdy oni to…” ;), ale szczerze mówiąc, mnie ta kampania nie śmieszy i zauważcie, że wcale nie wspomniałem tutaj o takich pobocznych wątkach, jak niedotrzymywanie zawartej umowy z konsumentem czy traktowanie polskich obywateli jak pariasów Unijnej Europy i świata.. dla Microsoftu za naruszanie moich praw obywatelskich i nazywanie mnie złodziejem (przypominam, przerabiam wiele rzeczy i spraw dziennie, miliony rocznie, ale nie mam konsoli): PRICELESS!

Strona za tysiaka. Śmiać się czy płakać?

2010-01-24, niedziela at 2:38 | posted by mareksy

Gdybyście nie wiedzieli za ile robi się strony www i dlaczego za tysiaka, to mamy tu takie piękne video w linku.
Po stronę o jakości “jak za tysiaka” też zapraszamy do tego Pana, eksperta z Komputer Świata, Jerzego Łabudy (dla Pana nasza nagroda: PRICELESS, oczywiście poza wieczną sławą, którą właśnie się okrył, ale to zaraz).

Co myśli środowisko, czyli Ci, którzy czasem naprawdę się znają, możecie sprawdzić na Golden Line. Wróżę temu tematowi długie życie, chyba, że dyskusję zakończy jeden z jej uczestników tą oto wypowiedzią:

Jeżeli to ekspert Komputer Świata to mają chłopaki rozrzut niemały. W “Komputer Świat EKSPERT – Biblioteczka 4/09 – Twój Biznes w Internecie Podręcznik E-Marketingu” str.131 – przykładowa tabela kosztów kampanii internetowej:
Usługa: Projekt strony internetowej ( grafika, szablony, oprogramowanie formularzy i wyszukiwarki )
Uwagi: usługa zamówiona u lokalnej sprawdzonej agencjii reklamowej
Koszt[netto]: 7500zł
Autorów książki jest kilku i są to ludzie z branży. Dziwne to niezdecydowanie KŚ. Ogólnie nie podoba mi się taka nierzetelna “edukacja” społeczeństwa, bo i bez tego trudno tłumaczy się koszty powstawania strony.

Ktoś jeszcze reflektuje na stronkę www za tysiaka od ekspertuff? :) Nie nasza to wina, że ekspert zmiennym-w-swoim-zdaniu jest ;)

I takie tam video na koniec, kompletnie bez związku z tematem ;)