Archive for the | Archiwum dla
06. soft @ toast

----------------------------------------------------------------


O tym jak Microsoft przerabia prawo, ogranicza moje swobody obywatelskie.

2010-01-24, niedziela at 9:54 | posted by mareksy

Temat z pograniczu brandingu, namingu, copywritingu, reklamy i wizerunku (przedsiębiorcy), prawa i polityki nawet.

Oto Microsoft pozwala sobie nazwać swoją akcję marketingową tak: “Nie przerabiam, nie kradnę”.
Wszystko byłoby w porządku, gdyby Microsoft uściślił, że chodzi mu o przerabianie mające na celu “stuningowanie” tylko software, do którego ma prawa autorskie, a który jest chroniony prawem szczególnym autorskim.

Ale tego nie zrobił.
Wynika więc z tej nazwy, że naklejenie naklejki, przemalowanie obudowy czy wykręcenie paru śrubek z obudowy konsoli MS nie skończy się tylko utratą praw gwarancyjnych, a zaprowadzi nas do sądu, bo naruszamy jakieś prawa producenta.
Zauważcie, że wymieniony katalog czynności jak najbardziej mieści się w terminie “przerabianie”, a tu wynika z przyjętego przez MS stanowiska, że każdy z taką naklejką np. naklejką na konsoli jest złodziejem! (sic!)

To ciekawy marketingowo kejs.
Mamy tu spotkanie kilku niefortunnych okoliczności.

Oto niedorobiony copywriter wymyśla hasło, które potencjalnie może obrazić większą grupę społeczną, na dodatek niezwiązaną z producentem i niezainteresowaną tematem (nie mam konsoli).
Firma nie dostrzega tego faktu albo dostrzega i bagatelizuje wierząc w swoją siłę i przez swoją niefrasobliwość na etapie planowania strategii z goniącej króliczka stała się króliczkiem wystawionym na ostrzał praktycznie z każdej strony.
Firma, która wdrożyła tak nazwaną kampanię chyba nie za bardzo sobie zdaje sprawę, że za chwilę ta kampania może się skończyć w Brukseli przed komisjami zajmującymi się prawami obywateli , a na pewno w kraju o większych tradycjach ochrony praw obywateli i konsumentów tak by się skończyła.

Jak to się dalej potoczy?

Czy to nie czas, by zaprotestować, zwłaszcza, że Microsoftowi udało się chyba jednak zastraszyć protestujących w akcji (zmiana jej nazwy, “zagubienie” meritum itd.), zapoznajcie się z końcówką tego artykułu w części “moim zdaniem” Dominika Błaszczykiewicza: http://www.idg.pl/news/355129/Microsoft.ma.30.dni.na.wytlumaczenie.sie.z.Xbox.Live.PL.html

Czy faktycznie Microsoft tworzy mniej lub bardziej świadomie przedpole do zmiany prawa autorskiego w Polsce?
Czy próbuje za pomocą nieudanej i koślawej kampanii rozciągnąć przepisy prawa autorskiego na przedmioty nim nieobjęte?
Czy za naklejki na naszych autach w stylu: “Jeśli to widzisz, jesteś za blisko” przyjdzie nam kiedyś stawać przed sądem, ale nie za obrazę dobrych obyczajów, lecz za naruszenie praw autorskich producenta auta?! ;)… ciekawe co na to powie VaGla

Czy źle nazwana akcja marketingowa może spowodować aż taką lawinę konsekwencji, zwłaszcza, że nie jesteśmy wybitnie wykształconym społeczeństwem chroniącym swoje prawa?

Gdyby nie przewidywalne możliwe konsekwencje tej sprawy, o których mowa wyżej, napisałbym w tym miejscu coś w stylu “A gdzie był Bóg gdy oni to…” ;), ale szczerze mówiąc, mnie ta kampania nie śmieszy i zauważcie, że wcale nie wspomniałem tutaj o takich pobocznych wątkach, jak niedotrzymywanie zawartej umowy z konsumentem czy traktowanie polskich obywateli jak pariasów Unijnej Europy i świata.. dla Microsoftu za naruszanie moich praw obywatelskich i nazywanie mnie złodziejem (przypominam, przerabiam wiele rzeczy i spraw dziennie, miliony rocznie, ale nie mam konsoli): PRICELESS!

Total Loyalty Marketing albo Gęsia Chujnia

2009-07-17, piątek at 23:17 | posted by mareksy

Pacjent w Zimbabwe: Panie doktorze, odpadają mi uszy i serce mnie boli!
Lekarz w Zimbabwe: O panie, to jakaś chujnia, a co pan robił ?
Pacjent: Gąski trącałem.
Lekarz w Zimbabwe: Znaczy, że ma pan gęsią chujnię.
Pacjent: To straszne! – krzyczy umierając. Zmęczony Lekarz zapisuje przypadkiem w protokole: Pacjent zmarł na gęsią chujnię.
Rzecznik Ministerstwa Zdrowia Zimbabwe: W zeszłym miesiącu zanotowano 10000 zgonów spowodowanych głodem, 5800 zgonów spowodowanych zatruciami zgniłymi bananami i jeden przypadek zgonu spowodowany gęsią chujnią.
Lokalny Dziennikarz zapisuje: Gęsia chujnia zamyka trójkę najczęstszych powodów zgonów w naszym kraju.
Lokalna agencja prasowa: W Zimbabwe coraz częściej zdarzają się przypadki śmiertelne spowodowane nieuleczalną gęsią chujnią
Wiadomości TV: Nieznany dotychczas wirus gęsiej chujni, dziesiątkuje obywateli Zimbabwe. Ministerstwo Zdrowia Zimbabwe apeluje do obywateli aby nie wpadali w panikę.
Grupa naukowców światowej sławy: Tak, gęsia chujnia nie jest znana nauce i jest to jej podstawowe zagrożenie dla ludzkości.
Linie lotnicze Congo Air: Wstrzymujemy wszystkie loty do Zimbabwe do czasu wygaśnięcia epidemii gęsiej chujni.
Druga Grupa naukowców światowej sławy: Władze ukrywają realne rozmiary katastrofy! Prawda jest taka, że gęsia chujnia dotarła już do Europy , w Amsterdamie widziano kichającego Murzyna z gęsią pod pachą!
Prasa światowa, publikując zdjęcie stada gąsek: Upierzeni MORDERCY są wśród nas!
Znany Polityk: Dla rozwiązania problemu epidemii gęsiej chujni, która w zastraszającym tempie opanowuje cały świat, absolutnie niezbędne jest wybicie wszystkich gęsi.
Policja odważnie: Tak jest! Zostanie wykonane!
Właściciele hodowli gąsek : Wyście nie ochujeli przypadkiem? (toczą spektakularne bitwy z Policją, naturalnie w błyskach fleszy fotoreporterów).
Prasa światowa: Zmowa właścicieli hodowli gęsi zagraża bezpieczeństwu świata!
Ministerstwo Zdrowia Mongolii: Dla ratowania naszych obywateli przed wirusem gęsiej chujni, która dotarła już do naszych granic, niezbędnym jest wygospodarowanie 100 milionów dolarów na wyposażenie laboratoriów walczących z wirusem.
Premier Mongolii: Wyście nie ochujeli przypadkiem?!
Prezydent Mongolii: Premier naszego kraju, uwikłany w machinacje finansowe, dogadał się z Chińczykami w sprawie dostaw chleba i zupełnie zignorował realne zagrożenie obywateli miłującej pokój Mongolii.
Były premier Mongolii: Nasza partia żąda natychmiastowego ratowania wszystkich naszych obywateli przed wirusem gęsiej chujni. W skrajnym przypadku, przynajmniej obywateli wschodniej części kraju.
Kandydat na prezydenta Mongolii: Jedynym sposobem ratunku przed gęsią chujnią, jest zerwanie wszystkich stosunków ze zgniłym Zachodem, wszak od nich wirus do nas dotarł. Zamiast tego, musimy zacieśnić naszą współpracę z Chinami i połączyć się z nimi jako autonomiczny okręg. Chiny nas uratują!
Mongolscy wyborcy: Wyście nie ocipieli przypadkiem?!
_________________________________________________

Co ta zasłyszana anegdota o tym, jak się konstruuje plotkę i jak ona działa, ma wspólnego z marketingiem? Co ma wspólnego z marką?
Obserwując, ostatnimi czasy, poczynania marketingowców czy brandingowców mam wrażenie, że bardzo wiele.
Gdy obserwuję, jak niefortunne i niepozorne w gruncie rzeczy zachowania firm w gonieniu za maksymalizacją zysku doprowadzić mogą do gwałtownej deprecjacji wartości ich marki, to myślę sobie, że brak na taki wypadek scenariusza i działań z dziedziny zarządzania kryzysem lub niewłaściwe ich wdrażanie tylko eskalują problem, doprowadzając do zaistnienia w zbiorowej świadomości konsumentów wielkiej gęsiej chujni właśnie. Szkoda, że tego poglądu nie podzielają marketingowcy, którzy bardziej lubią zasadę “poczekajmy, przyschnie”.

Kilka miesięcy temu buchnęła wieść o zadziwiającym podobieństwie kilku odtwarzaczy BD, ale buchnęła tak, że nawet na Wykop trafiła. Okazało się, że odtwarzacz BD firmy Funai (pozycjonowanej bardzo nisko) za ok. 1000 zł jest identyczny z odtwarzaczem BD firmy Denon, która postrzegana jest w świadomości masowej jako absolutne przeciwieństwo wcześniej wspomnianej firmy.
Co w tym złego? Nic, poza tym, że odtwarzacz Denon kosztował 2500 zł. Nazwijmy rzecz po imieniu, uczestnicy forów dokonali rzezi na Denonie i jego polityce cenowej oraz wizerunku marki, podobnie jak nie zostawili suchej nitki na odtwarzaczu BD Onkyo za jeszcze większe pieniądze, który… także okazał się wyśmienitym klonem Funai.

Rozpaliły się na wiele tygodni ogniska świętego oburzenia na wielu branżowych forach. Wymiana kilku elementów i obudowy nie uzasadnia bowiem w żaden sposób skoku ceny o 250% i więcej. Uzasadnieniem musi więc być “wartość dodana”, czyli jak niektórzy zjawisko nazywają: “marketingowe bajdurzenie o zaletach marki”.
Marketingowe bajdurzenie o zaletach swoich produktów, stawianie ich w opozycji do jakości produktów konkurencji, budowanie nimbu wyjątkowości produktów własnych ma sens oczywiście, ale za taką strategią musi stać jednak… wyjątkowość produktów (marketoidy, do notesika, wężykiem, wężykiem)! Próba wmówienia klientom, że Hoop-Cola jest wyjątkowa, podczas gdy na półce widzą Pepsi-Colę czy Coca-Colę, to strzał w stopę.
Takie twierdzenia i jednoczesne opieranie produktów na najgorzej postrzeganych produktach konkurentów to nie jest nawet strzał w stopę – to jest, mówiąc obrazowo, wyrwanie firmie serca własnymi rękoma jej właścicieli, pracowników. Z punktu widzenia tzw. Total Loyalty Marketing Strategy (czyli lojalności klienckiej, ulubionego konika Maćka Tesławskiego ;D), a za taką należy uznać strategię Denona, Onkyo, podobnie jak Apple, nie może dziwić emocjonalna reakcja klientów i zwolenników (nie mówiąc o przeciwnikach), którzy firmom do tej pory uznawanym za hi-endowe zarzucili wprost oszustwo.

Jednym rzutem na taśmę Denon i Onkyo sprawiły, że runął, budowany wiele lat, z trudem w takim biednym kraju jak nasz, wizerunek tych drogich marek (nikt nie wybaczył tym firmom zakupów od najsłabszego gracza na rynku i przebitki cenowej rodem z Kosmosu), ale także i co chyba ważniejsze w ogólnym wymiarze tak dla branży jak i konsumenta:
- wizerunek wielu pism fachowych, które nie zająknęły się nawet słowem o tej zadziwiającej zbieżności morfologicznej testowanych przez nich urządzeń (uczestnicy dysputy zarzucili im wprost przemilczanie faktów dla dobra wpływów z reklamy);
- wizerunek audiofila-znawcy, konesera, który słyszy różnicę w muzyce po zmianie kabli, długości ścieżek czy podrasowaniu kondensatora w urządzeniu odtwarzającym;
- wizerunek (pośrednio) formatu BD, który przyjmuje się w pl z wielkim trudem, otoczony nimbem, że wcale nie jest lepszy od DVD i niespecjalnie jest przemyślany (kilka różnych wersji rozwojowych od czasu wprowadzenia formatu na rynek kliencki)), dlatego tylko afer wokół formatu BD jemu samemu brakuje.

Co zrobiła firma Denon? Co zrobiła Onkyo? Właściwie nic. Żadnego komentarza, żadnej próby skanalizowania sytuacji.
Cisza, absolutne zezwolenie na deprecjację marki i to na forach specjalistycznych, na rozwinięcie się tej informacji w prawdziwą gęsią chujnię i rzeź “niewiniątek”.
Cisza, nie licząc kilku niemrawych prób tłumaczenia (bardziej wyglądające na bagatelizację) sytuacji przez nielicznych rozmówców (wyglądające raczej na niemrawe próby marketingu szeptanego ze strony zagrożonych firm – poznasz marketingowca po drętwej mowie jego). Te próby wskazują na prawo producenta do cięcia kosztów “bo globalizacja”, ale nie da się wszystkiego wytłumaczyć globalizacją.
Ceny jak widać nie podlegały globalizacji, a koszty owszem, a to wskazuje na rozbuchaną pazerność firm w dążeniu do maksymalizacji zysków. Nawet kosztem interesu własnego – świat biznesu zaczyna wykazywać objawy zjadania własnego ogona. Na dodatek nie potrafi gasić pożaru

Wydaje mi się, że świat audio-video od czasu tej afery już nie będzie taki sam.
Zastanawiam się, jak sobie poradzą dziennikarze fachowej prasy specjalistycznej, których wizerunek od dawna nie był najlepszy, a teraz po prostu się posypał?
Zastanawiam się wreszcie, jak audiofilskie firmy, po przełknięciu tej żaby, zaczną zachwalać swoje towary. Wątpię, by ktoś teraz dał się złapać na specjalne złocone styki, toroidalne układy zasilania i inne takie tam elementy katalogowej nowomowy marketingowej?

Odpowiedź na Pewne Pytanie

2009-06-23, wtorek at 10:01 | posted by mareksy

The Boss

Dostałem mailem w ostatnich dniach takie pytanie:

Chciałabym się zająć w przyszłości bardziej profesjonalnie fotografią…
Słyszałeś może o jakiś sprawdzonych kursach fotografii?

Z pozornie błahego pytania wyszła całkiem spora odpowiedź, z którą postanowiłem i Was zapoznać, trudno, kto nie chce, niech nie czyta lol

Niestety nie, bo nie byłem zainteresowany.
Jeśli zaś pytasz mnie o zdanie – najlepsze są praktyka i – za filmem Buntownik z Wyboru – cała wiedza, za którą bogate banany płacą ciężkie pieniądze, a która dostępna jest za darmo w bibliotekach :)
Serio.

Nigdy w żadnym nie brałem udziału, raz, wiele lat temu, byłem na zajęciach w kółku foto w MDK, ale to było kółko wzajemnej adoracji i dałem spokój.
W takiej pl kursy mają jedną niezaprzeczalną zaletę. Czasem absolwentów wspierają uczący, dając zlecenia, kontakty itd.
Zagrożenie też jest tylko jedno – nie ma nic darmo a ryzyko jest spore – zabicie wrażliwości w pogoni za kasą i manieryzm, który się w takiej sytuacji pojawia. Odwieczne pytanie, prosta droga, czy droga uświęcona, pięknie problem ujął Martin L. Gore z depeche Mode:

Is simplicity best
Or simply the easiest
The narrowest path
Is always the holiest
So walk on barefoot for me
Suffer some misery
If you want my love

Dlatego ja wolę swoją drogę.
Jako dziecko wybłagałem Smienę. I uczyłem się na niej, co to znaczy aparat, co nie robi zdjęć.
Jako nastolatek wyprosiłem ciemnię i uczyłem się w niej oraz z książek – i dziś ta wiedza w dużej części jest niepotrzebna, ot i uroda wiedzy nabytej :)
Przeczytałem kilka książek o fotografii i kompozycji – głównie zachodnich fotografów,  głównie po to, by zanegować to, co tam napisano.
To taki paradoks – zgadzam się ze wszystkim, co przeczytałem u wielkich twórców fotografii (ile ja się nawzdychałem do zdjęć w tych książkach – mając świadomość, że te technologie w PRL są niedostępne), ale neguję ich wytyczne w pracy, bo to moja praca i moje doświadczenia. Jednak warto wbić sobie do głowy, że jest tylko jedna droga: najpierw poznajesz reguły, a potem je negujesz. Często słyszę od nuworyszy sztuki stosowanej ;) (to nei do Ciebie), że oni negują reguły, ale ponieważ nie mają czasu, to nie znają tych reguł. Pytanie więc, jak można negować coś, czego się nie zna?! (sic!)

Zdradzę Ci tajemnicę – nie umiem robić zdjęć – i to widać. Należy robić swoje i robić dobrą minę. Tak mówi także, najsłynniejszy na świecie polski fotograf, Dragan. Ja się słucham :).
Podobnie też jak on, nie uważam, że najważniejszy jest sprzęt. Większość swoich zdjęć zrobiłem tym oto maleństwem:
My Best Friend - Retired.

Tyle, że Dragan, jakiego znamy dziś, narodził się w momencie, gdy kupił sobie lustrzankę (można to łatwo zauważyć na jego pierwszym profilu w necie, którego adresu nie zdradzę, bo sam Dragan go nie zdradza, ale łatwo go znaleźć, słowa klucze są tu, zamieszczone w tekście ;D) i po opisach oraz EXIFach tam zamieszczonych.
Ta sama historia spotkała Merkleya???, niezwykła inwencja twórcza dostała nową oprawę, gdy wymienił swoje idiotenkamery na lustrzankę i widać to gołym okiem. Proponuję odbyć z Merkleyem??? tę podróż :)
PStarr - Buzzed on Vodka In a Discoish Helmet Pretend Drunk Driving a Clawfoot Tub With a Frying Pan Steering Wheel While 2 Eggs Collect Germs and Extra Toast Flies Out of an Unplugged Toaster Into The Breakfasty Steam

I małe podsumowanie:
Zdecydowanie jestem przeciw ostatniemu wybujałemu rozrostowi wszelkiej maści szkoleń.
Nie dlatego, że ich nadmierna liczba szkodzi, bo niczemu nie szkodzi. Nie ma nic lepszego, niż różnorodność.
Dlatego, że nikt nie zastanawia się nad bardzo ważkim pytaniem, które samo się nasuwa w takiej sytuacji: kto uczył uczących – odmiana słynnego dylematu z Rejsu – kto będzie pilnował pilnujących.
A wy co sądzicie, szkolenia są złe, czy dobre, a jeśli dobre, to co można polecić? Szkolimy się sami, czy szukamy mistrza?

Userzy kontra Golden Line…

2009-05-29, piątek at 0:22 | posted by mareksy


PRESS 4 ZOOM

lub raczej GL kontra swoi userzy, bo to posunięcia GL rozjuszyły userów.

Gdy dziś wychodziłem po 18.00, ekranów liczących buntowników było 3, każdy po 15 jednostek ;), gdy wróciłem po 22.00 było 23… a teraz jest już 27, co daje 405 osób tylko w ciągu jednego wieczoru. Userzy buntują się przeciwko zmianie, która de facto sprowadza ten portal ponoć dla profesjonalistów do poziomu najbardziej źle postrzeganych portali towarzyskich (jakich, to poczytajcie sobie w komentarzach).
Co warte podkreślenia, buntu nie kanalizuje jakiś tam sfrustrowany mareksy lol, lecz dobry znawca marketingu i reklamy, Maciek Tesławski.

O co posżło? O możliwość, która pojawiła się właśnie dziś, dzięki której można dawać wypowiedziom współrozmówców plusy i minusy. Dlaczego to źle?

1. Do tej pory myślałem, że jeśli coś mi się nie podoba w wypowiedzi współrozmówców, mogę to zakomunikować pisemnie, wyłuszczając swoje racje. Jak widać, myliłem się, wystarczy dać plusika lub minusika… sądząc po tym, co się dzieje na GL właśnie, to raczej wystarczyłby minus lol Nie muszę chyba dodawać, jak to wspaniale wpłynie na poziom dyskusji.
2. rozszerzenie wprowadzono incognito, bez wyjaśnień. Doprowadziło to do sytuacji, że myślałem iż + i – służy do zwijania i rozwijania długich wypowiedzi, co jest stałą bolączką forum GL, więc irenka pouczona przeze mnie zawinęła kilka komentarzy jednocześni minusując Bogu ducha winnych userów lol
3. userzy podkreślają słusznie, że takie traktowanie ich przez władze GL, jak zaprezentowane poniżej:

Dziś przy wszystkich wypowiedziach na forum pojawiły się tajemnicze plusiki i minusiki, jest to krok poprzedzający wprowadzenie narzędzia do oceny autorów i ich wypowiedzi.
Zanim odsłonimy przed wami kolejne funkcjonalności musimy zdobyć informacje o tym jak będziecie korzystać z możliwości oceniania. W chwili gdy będziemy mieli pewność, że wszystko idzie dobrą drogą, przejdziemy do równie tajemniczego etapu drugiego ;)
Dążymy do tego, żeby docenić osoby, których wypowiedzi są najbardziej lubiane i szanowane. Chcemy zaznaczyć, że naszym celem jest wskazanie najlepszych autorów, a nie najgorszych.

W przyszłości nigdy nie pokażemy informacji, które będą mogły negatywnie wpłynąć na kogokolwiek.
Nic więcej na tym etapie nie napiszemy ;)
Prosimy o ocenianie, cierpliwość i zaufanie.

jest co najmniej nie na miejscu (sic!). Sam to skomentowałem następująco:

ZGŁUPIELIŚCIE?
Tajemnice to sobie w alkowie proponuje dochowywać – tu się ponoć biznes robi, no chyba, że ten w białych skarpetach do mokasynów z frędzlami? To jak, pomożecie? lol

4. wspomniana wyżej możliwość zwinięcia i rozwinięcia postów to niejedyne rozszerzenie, lub poprawka, której domagają się userzy od wielu miesięcy, a które zbywane są milczeniem przez GL.

Biorąc pod uwagę nową kampanię reklamową GL z takim oto copy:

Pluje w twarz konwencji
Goldenline lud hardy
i dla wszystkich was
prowadzi niestandardy

która także została obśmiana przez userów w ostatnich dniach, także za majowe (bo kampania odbywa się teraz) nawiązanie do rewolucji w realizacji kampanii, wydaje mi się, że źle się zaczyna dziać w państwie duńskim.

Dołączając do tego przygody z Live Nation, to chyba zaczyna źle się dziać także w państwie polskim… strach być klientem w pl?

Golden Line dołącza niniejszym do mało zaszczytnego grona członków klubu PRICELESS! Ekranów jest już 28…

Corel x4 SP1/ SP2 new hidden useful tool

2009-04-21, wtorek at 10:05 | posted by mareksy

Last days Corel gives Service Pack for x4. The list of changes and fixed problems is longer than my big screen :). But one of them is really interesting and U dont notice it (no info in help e.g.), if U dont read  (as we all dont ;D as well) a description about an installation and changes.
After installation SP1, and resetting workspace to default U will notice docker named Scrapbook. It gives quick access to local resources as in system explorer. It gives U also access to free resources from Corel site.
It’s really nice tool.

Important: To reset the current workspace
1.   Exit the application.
2.   Restart the application while holding down F8.

If U like my tip, maybe it’s time to appreciate it on Behance, a community of media industry professionalists, where we were irenne and me, invited personally last days. We appreciate the invitations, because Behance community represents high class of works and talented people and because an invitation is needed if U want to join Behance.